Skandynawskie seriale na Netfilixie – komediodramaty

Kiedy zostaje wam trochę wolnego wieczoru, jak dom zaczyna powoli układać się do snu… za oknem zimno, bo mamy luty, który raz sypnie śniegiem, raz postraszy deszczem… polecam wtedy kocyk, poduszkę, kubek ulubionej gorącej herbaty i skandynawskie seriale na Netflix.

Na pierwszy rzut „Rodzina Plus”. Wraz z końcem roku 2021 pojawił się nowy, już 4 sezon tego dramatyczno-komediowego serialu

Serial opowiada o skomplikowanych relacjach patchworkowych rodzin. Czyli pary, Lisy i Partika oraz ich byłych partnerów, z którymi mają wspólne dzieci. Dzieci tym samym mają bonusową mamę i bonusowego tatę i ich życie pełne jest wielu nieprzewidywalnych historii. Czasem trudnych, czasem pozytywnych. Serial wypełniony jest również spotkaniami bonusowych rodziców z parą psychologów, z którymi prowadzoną dialogi pełne szwedzkiego humoru i dramatyzmu jednocześnie.

Bardzo oryginalną i przekorną postacią jest tutaj były mąż Listy, Martin, którego postępowanie w wielu problemowych sytuacjach śmieszy, a jednocześnie przeraża, jak można reagować w podobny sposób. Martin niejednokrotnie zachowuje się jak duże dziecko.

W czwartym sezonie serialu mamy 8 nowych odcinków, w których Lista i Patrik wychowują dwójkę wspólnych dzieci, w tym jedno z niepełnosprawnością oraz dzieci z poprzednich małżeństw. Problemy i emocje się piętrzą, widzimy dzieci na różnym etapie życia, od przedszkola do szkoły średniej i wchodzenia w dorosłość przez córkę Lisy i Martina.

Serial ogląda się bardzo dobrze, jest ciekawy, łatwo można się zaangażować i wciągnąć w jego oglądnie. Jeden odcinek ma 44 minuty, więc można go bez problemu wkomponować w wieczorny plan dnia 🙂

Drugi serial warty polecenia to też z gatunku komediodramat, szwedzki „Niespokojni ludzie”

Mini serial, bo mamy raptem 6 odcinków po około pół godziny, więc w dwa wieczory możemy obejrzeć całość.

Serial opowiada o spontanicznym skoku na bank podczas dni otwartych, kiedy bank opróżniony jest z gotówki… o 8 zakładnikach i o sprawcy, który nagle znika. Sprawę wyjaśnić próbują ojciec z synem, dwaj policjanci startujący się znaleźć brakujące elementy sprawy i rozwiązać zagadkę. Staje się o tyle ciężkie, że cały czas dzieją się nieoczekiwane sytuacje.

Ciekawa, lekko zagmatwana komedia, idealna na zimowy wieczór.

Trzecia propozycja to duński serial „Rita”, serial, który uwielbiam i polecam każdemu.

Wspominałam już o tym serialu, ale jest on na tyle ciekawy, że chciałbym o nim jeszcze przypomnieć. Mamy tutaj pięć sezonów po 8 odcinków około 40 minutowych.  Wierzę, że pojawi się jeszcze 6 sezon, ale z Danii nie przychodzą na razie żadne wieści w tej sprawie 🙂 Jak tylko coś dotrze do moich oczu i uszu, na pewno się z Wami tym podzielę.

„Rita” to serial o niezależnej, inteligentnej nauczycielce, którą kochają dzieci. Rita świetnie rozumie dzieci, gorzej radzi sobie jednak w kontaktach z dorosłymi. W serialu możemy zobaczyć od środka jak wyglądają duńskie szkoły, jak swobodnie kreowane i rozwijane są talenty uczniów, szczególnie w prywatnej szkole, którą później zakłada Rita.

Znajdziemy tutaj wiele zabawnych dialogów. Rita jest charyzmatyczną, a przy tym bardzo pozytywną postacią. Popełnia błędy, wychodzi z nich, by wpaść w kolejne tarapaty, ale jej życiową dewizą jest, żeby… chronić dzieci przed dorosłymi. Kiedy w życiu jej uczniów pojawiają się problemy – Rita zjawia się pierwsza, żeby im pomóc.

 

Będę trzymać rękę na pulsie i jak pojawi się coś nowego ze skandynawskich seriali z gatunku komediodramat – będę Was informować.

Trzymajcie się zdrowo i ciepło!

 

 

 

Świece, przytulność i skandynawskie wnętrze

Jesień rozpoczęła się na dobre, ta astronomiczna i ta kalendarzowa. Dni stają się coraz krótsze i zimniejsze… ale nie traćmy w sobie optymizmu i pogody ducha, pozwólmy sobie na drobne przyjemności, które pozwolą nam cieszyć się tym okresem 🙂

Jesienią więcej czasu spędzamy w domach, wykorzystujemy każdy promień słońca, dopóki nie schowa się za horyzontem, a później już w domu tworzymy tą przytulność, ciepło i jasność. Skandynawowie radzą sobie z tym wyśmienicie, a z pomocą idzie im duńskie Hygge.

Na pewno wielu z Was słyszało to słowo – Hygge, a czy zastanawialiście się co one ze sobą niesie?

W Polsce, termin ten stał się niezwykle popularny w 2016 roku, kiedy na półki księgarń trafiła książka „Hygge. Klucz do szczęścia” autorstwa Meika Wikinga. Główny jej przekaz to bądź Hygge, bądź szczęśliwy! Meik pisze o kluczu, drodze, przepisie w jaki sposób każdy można sprawić, żeby życie było szczęśliwsze, spokojniejsze, komfortowe i bezpieczniejsze. Duńczycy cieszą się z drobnostek, żyją wolniej i spędzają dużo czasu z bliskimi. Często ten czas spędzają na łonie natury, a gdy pogoda już tego nie umożliwia otaczają się ciepłem, przytulnością i szczęściem w swoich domach.

Nie zawsze jest to łatwe, dużo małych czy dużych spraw zaprząta nam myśli i czas… Możemy jedynie sobie pomóc, stwarzając wokół siebie środowisko, dzięki któremu będzie nam łatwiej przez nie przejść, o tym też między innymi mówi skandynawski optymizm.

Jak możemy odmienić nasze wnętrze, żeby uśmiech pojawiał się na naszej twarzy jak tylko będziemy przekraczać próg naszego domu?

Mam kilka propozycji, które możecie zastosować 🙂

1. Świece, w różnych kolorach!

W zależności od humoru, nastroju i upodobań, każdy jest inny, więc kolorystka świec u nas jest też ogromna. Znajdziecie je tutaj.

2. Lampiony!

Są ozdobą każdego domu. Wykonane najczęściej ze szkła i metalu, idealne do umieszczenia świecy filarowej/słupkowej lub nawet większego tealighta. Stworzą wokół nas ciepłą i przytulną atmosferę, a my będziemy mogli zatopić się w skandynawskim Hygge ? Pięknie prezentują się w każdym kącie domu. Znajdziecie je tutaj.

3. Jak świece to i świeczniki!

W skandynawskim stylu mamy dużo szkła oraz metalu, stąd świeczniki najczęściej wykonywane są właśnie z tych dwóch materiałów. Szkło i aluminium przeważa i możemy je dopasować do każdego wnętrza. Ja osobiście uwielbiam szkło. Dzięki szklanym świecznikom można we wnętrzu domu stworzyć lekkość, przytulność i nastrój. Ich dodatkowy atut – szklane świeczniki można ozdobić małymi kamieniami, szyszkami, kwiatami, które przywołują wspomnienia 🙂 Można je znaleźć tutaj.

 

4. Wazony!

Zgrabne, małe i delikatne, a także duże i majestatyczne. O kształcie stożkowym, kuli, walca. W każdym z nich pięknie będą się prezentować kwiaty, trawy i co tylko przyjdzie Wam do głowy. Takie kompozycje przywołują uśmiech i są ozdobą każdego wnętrza. Wazony w różnej odsłonie mamy tutaj.

Mały wazon stożkowy IB LAURSEN Vase - Ø 5

5. Zaprzacze, ciepło i aromat w jednym!

Zaparzacz do herbaty pozwoli cieszyć się doskonałym smakiem i aromatem każdej sypanej herbaty, od zielonej, przez owocowe do czarnej. A jak zaparzacz w stylu skandynawskim, to koniecznie szklany 🙂 Jesienią i zimą moc herbat cenimy sobie szczególnie! Polecam bardzo zaparzacz w kształcie imbryczka, który stworzyła duńska marka Ib Laursen. Cudownie się prezentuje i długo utrzymuje ciepło naszego rozgrzewającego trunku 🙂 Zaparzacze są u nas tutaj.

Mam nadzieję, że z moimi małymi wnętrzarskimi podpowiedziami przejdziecie jesień przyjemnie, przytulnie i z uśmiechem na twarzy. Czego Wam i sobie życzę 🙂

 

 

 

 

Metoda Montessori

Pedagogika Montessori i jej wiele zalet!

Wrzesień zaczął się dla wielu z Was wejściem w życie szkolne waszych dzieci. Szkół i sposobów nauczania jest bardzo wiele, temat jest mi o tyle bliski, że mam na pokładzie 7latka, który we wrześniu rozpoczął swoją przygodę z nauką.

Od roku wzdłuż i wszerz zgłębiałam temat szkół, sposobów nauczania, kadry, doświadczenia, zaplecza, misji szkoły. Temat dla mnie bardzo ważny, w końcu nasz 7 latek spędzi w szkole podstawowej 8 lat! Chciałam, żeby jego indywidualne potrzeby, zainteresowania i zdolności były w szkole wspierane… znalazłam wtedy szkołę, która kształci dzieci z uwzględnieniem założeń pedagogiki Marii Montessori. I to w moim mieście! To było to!

Z pedagogiką Montessori spotkałam się jak już nasz szkolniak był jeszcze w przedszkolu, w oparciu o nią przygotowałam mu pokój i aktywności, którymi się otaczał w tym okresie. Pisałam o tym tutaj. A co to dokładnie jest? Ta metoda Montessori?

Jest to system, który został stworzony przez żyjącą w latach 1870 – 1952 włoską lekarkę Marie Montessori. Przede wszystkim na pierwszym miejscu metoda ta stawia:

  • swobodny rozwój dzieci,
  • wspieranie wyjątkowości dziecka,
  • wzmocnienie zaufania wobec siebie,
  • przeciwstawia się systemowi tłumiącemu aktywność dzieci,
  • wspiera spontaniczność i twórczość dzieci,
  • umożliwia im wszechstronny rozwój fizyczny, duchowy, kulturowy i społeczny,
  • wychowuje z miłością, odpowiedzialnością, w duchu sprawiedliwości i dobroci,
  • przygotowuje dzieci do aktywnego i świadomego kształtowania współczesnego świata.

Na zdjęciu poniżej widzicie naszego syna w pierwszym uroczystym dniu rozpoczęcia jego nauki w szkole, jak widać radość nie opuszcza jego buzi 🙂

Szkoła Montessori
Szkoła Montessori

Wszystkie wyżej wymienione przeze mnie punkty dotyczące metody Montessori są niezwykle ważne. Pozwalają one przygotować nasze dzieci do życia i funkcjonowania w społeczeństwie, żeby mogły sobie poradzić w każdej sytuacji. Szkoła Montessori do której Kuba trafił zapewnia przygotowanie dzieci do świadomego i odpowiedzialnego życia, jednocześnie z poznawaniem różnorodności, bogatej historii oraz poznania i poszanowania tożsamości i języków. Po latach nauki w takiej szkole jej absolwent to człowiek samodzielny, kreatywny, o silnej osobowości, znający języki, umiejący znaleźć swoje miejsce we współczesnym społeczeństwie.

W metodzie Montessori „zakochałam” się od początku jak o niej usłyszałam, zgłębiałam temat z pomocą wielu blogów i ekspertów w tej tematyce.

Urządzając pokój synowi, a potem młodszej córce, która ma teraz 3 latka kierowałam się szczególnie radami Katarzyny Franczek-Sito z kukumag  Przeszukiwałam wtedy Internet, żeby Kuba miał pod rękę pomoce, aktywności, które będą w nim wzbudzać i pielęgnować jego indywidualność, żeby mógł się swobodnie i dobrze się rozwijać. Metoda Montessori łączy się wprost z moją fascynacją skandynawskim, pozytywnym podejściem do życia i sposobem na życie. Szkoły w duchu Montessori w Skandynawii są codziennością, zupełnie inaczej niż ma to miejsce w Polsce. Nie zawsze w związku z tym mamy w pobliżu szkołę, która zapewni nam edukację w duchu Montessori, ważne jest wtedy, żeby w domu zapewniać dziecku przestarzeń, która będzie sprzyjać jego rozwojowi. Jest bardzo dużo literatury z tematyki Montessori, polecam szczególnie ZROZUMIEĆ MONTESSORI. CZYLI MARIA MONTESSORI O WYCHOWANIU DZIECKA autorstwa Małgorzaty Miksza, jeżeli dopiero zaczynacie przygodę z tą metodą 🙂

Wpisem tym chciałam zapoczątkować cykl o metodzie Montessori, która przewija się u nas od kilku lat.

W kolejnym etapie opisze jak urządziliśmy pokój naszego szkolniaka i jak wygląda nauczanie w jego szkole. Serce rośnie jak dziecko trafia pod opiekę ludzi, którzy kochają swoją pracę i wierzą w jej przesłanie. Jak wiele mogą zrobić żeby ukształtować tych młodych ludzi, którzy potem wezmą odpowiedzialność za siebie, swoich bliźnich i środowisko. Tego sobie i Wam życzę 🙂

 

Duńskie Hygge i Lykke – sposób na szczęście!

Jakie słowa kojarzą Wam się z Danią? Jaki obraz pojawia się w Waszych głowach jak słyszycie Hygge, Lykke czy o duńskim fenomenie szczęścia?

Parę dobrych lat temu, jak nasz 7 latek był zaczynającym mówić dwulatkiem, wpadła w moje ręce książka ” Hygge. Duńska sztuka szczęścia” Marie Tourell Søderberg. Już wcześniej czytałam dużo o fenomenie Duńczyków, którzy w badaniach naukowych przeprowadzanych na terenie Europy, dotyczących szczęścia i zadowolenia z życia, plasowali się zawsze w pierwszej trójce, a najczęściej zajmowali pierwsze miejsce . I to właśnie Duńczyk, Meik Wiking, w 2013 roku założył w Kopenhadze pierwszy Instytut Badań nad Szczęściem na świecie. Zaintrygowało mnie to bardzo i intryguje do dnia dzisiejszego 🙂

Książka „Hygge. Duńska sztuka szczęścia” próbuje odpowiedzieć nam na pytanie co się kryje za terminem Hygge, w jakich obszarach życia występuje i jak go odczytują Duńczycy. Hygge jest sposobem na życie, podejściem do życia. Zwraca uwagę na chwile, które są dla nas najważniejsze, chwile szczęścia, przytulności, spokoju, które można odnaleźć w najzwyklejszych sytuacjach, tych codziennych i najdrobniejszych. Że warto cieszyć się z małych, dobrych chwil. Hygge jest obecne w życiu każdego, ale nie zawsze potrafimy je nazwać czy zrozumieć, Duńczycy mają to opanowane do perfekcji. Chwile z ulubioną książką, kawą, pod ciepłym kocem na kanapie, wieczorną porą na tarasie przy blasku świec, przy rodzinnej kolacji pełnej uśmiechów i gwaru dzieci… można by wyliczać w nieskończoność. Hygge to nasze drobne przyjemności, a także radości dzielone z rodziną, przyjaciółmi, najbliższymi osobami 🙂

Hygge. Duńska sztuka szczęścia – Marie Tourell Søderberg | Książka w Lubimyczytac.pl – Opinie, oceny, ceny

Jak już przeczytałam książkę Marie Tourell Søderberg od razu wpadła mi w ręce druga książka o Hygge, właśnie wspomnianego wcześniej Meik’a Wikinga – „Hygge. Klucz do szczęścia”. Obie pozycje miały swoją premierę w Polsce w 2016 roku. Meik pisze o kluczu, przepisie, wiele nam podpowiada w jaki sposób każdy można sprawić, żeby życie było szczęśliwsze, spokojniejsze, komfortowe i bezpieczniejsze. Duńczycy cieszą się z drobnostek, żyją wolniej i spędzają dużo czasu z bliskimi. Cieszą się z małych rzeczy. Jak często o tym zapominamy w pogoni za nowymi wyzwaniami? W pędzie życia? Jeszcze słowo klucz, Duńczycy żyją spokojniej, nie pędzą, nie biegną, mają czas na Fikę (czyli kawę w gronie współpracowników czy rodziny), nie spieszą się nigdy, cenią ten czas, który mają i który przeżywają tu i teraz. Jak dużo możemy się od nich nauczyć…

Hygge. Klucz do szczęścia – Meik Wiking | Książka w Lubimyczytac.pl – Opinie, oceny, ceny

Rok po premierze pierwszej książki Meik’a Wikinga pojawia się jego druga pozycja tego autora – „Lykke. Po prostu szczęście”. Gdzie Meik Wiking od środka pokazuje nam co tkwi w fenomenie szczęścia Duńczyków, dlaczego żyje im się tak dobrze. Jak funkcjonują na co dzień, i co ważne, jak Państwo wspiera ich w dążeniu do osiągania społecznych sukcesów i radości. Jak funkcjonują szkoły, przedszkola, jak wygląda ich dzień w pracy. Jak zachowują doskonałą równowagę między różnymi sferami życia.

Lykke. Po prostu szczęście – Meik Wiking | Książka w Lubimyczytac.pl – Opinie, oceny, ceny

Na czym skupiają się Duńczycy? Przygotowałam dla Was krótką ściągę:

Bycie razem czyli wspólnota, wspólne inicjatywy, pomysły, czynności. Wspólny obiad czy kolacja, gdy już wszyscy są w domu. Można usiąść, porozmawiać, każdy może opowiedzieć o swoim dniu i każdy jest wtedy ważny. Ważni są również przyjaciele, na których możemy polegać w potrzebie, sąsiad, sąsiadka, na którego możemy liczyć kiedy będziemy potrzebowali pomocy przy codziennych sprawach.
W oparciu o raport OECD, Better Life Index (Indeks lepszego życia) z 2016 roku w Danii aż 95.5 procent ludzi przekonanych jest, że w potrzebie mogą polegać na przyjaciołach. W Polsce procent ten wynosi 86,3 i zajmujemy pod tym względem 29 miejsce na świecie, Dania zaś zajmuje 3 miejsce, zaraz po Nowej Zelandii z wynikiem 98,6 procent i Islandii 95,7 procent. Wydawać by się mogło, że nie wypadamy najgorzej, ale trzeba jeszcze nad tym elementem trochę popracować ? Odświeżymy nasze stare kontakty, zadzwońmy częściej do przyjaciela, spotykajmy się częściej i pomagajmy sobie wzajemnie.

Pieniądze. Dochód i szczęście są ze sobą skorelowane. Ogólnie mówiąc, im kraj jest bogatszy, ludzie w tym kraju są szczęśliwsi. Jednak dochodzi tutaj zasada „kawałka ciasta”. Jaki pisze Meik Wiking – „Im więcej czegoś mamy, tym mniej szczęścia nam to daje. Pierwszy kawałek ciasta – świetnie, piąty – już niekoniecznie. Ekonomiści nazywają to prawem „malejącej użyteczności końcowej”. Ostanie określenie brzmi groźnie, ale chodzi o to, że niektóre społeczeństwa systematycznie są coraz bogatsze. Ale nie zawsze coraz szczęśliwsze. Dochodzi tutaj już wszędzie obecny konsumpcjonizm i stawianie sobie poprzeczki coraz wyżej i wyżej i podnoszenie naszych oczekiwań również na coraz wyższy poziom…

Zdrowie. Jest dla nas ważne od pierwszych dni życia, to dzięki niemu możemy się rozwijać, poznawać świat i szukać swojego szczęścia na ziemi. Duńczycy to naród, który kocha dwa kółka. Rowery są obecne wszędzie i wielu Duńczyków tylko w taki sposób dojeżdża do pracy lub spędza weekendowe rodzinne wycieczki. Rower podobno przedłuża życie o kilka lat i odejmuje kilka kilogramów! Duńczycy też dużo chodzą, spacerują sami lub ze znajomymi. Codziennie bardzo dużo się ruszają, co bardzo korzystnie wpływa na ich zdrowie, a jest to jak widać jeden z aspektów szczęśliwego życia.

Wolność i poczucie swobody! Zgodnie ze Światowym Raportem Szczęścia z 2012 roku – „Nikt nie będzie w pełni szczęśliwy, jeżeli nie ma poczucia, że może swobodnie kierować własnym życiem”. Ważnym czynnikiem jest tutaj równowaga między życiem prywatnym a pracą. Dzielenie czasu na pracę i dom w proporcji, która daje nam satysfakcję i spełnienie. Duńczykom znacznie łatwiej znaleźć tą równowagę, ponieważ ich standardowy tydzień pracy to 37 godzin, mają elastyczne warunki pracy, często też mogą pracować w domu i sami mogą regulować kiedy i od jakiej godziny zaczynają czy kończą pracę, najważniejsze jest wykonanie projektów/zdań, które są im przydzielone do realizacji. Po 16 tej w Danii nie zobaczysz już nikogo w pracy, to już są godziny dla rodziny.

Zaufanie oraz życzliwość. Dania to kraj uśmiechniętych ludzi, gdzie na zewnątrz przed kawiarniami można spotkać specjalne miejsca wydzielone dla wózków dla dzieci, kiedy mamy i tatusiowe spokojnie piją herbatę, kawę czy jedzą obiad lub śniadanie. Ludzie są dla siebie życzliwi w codziennych czynnościach, pomagają sobie wzajemnie i są serdeczni.

Książkę „Lykke. Klucz do szczęścia” czyta się bardzo szybko i z uśmiechem na buzi. Podobnie jak książki o duńskim Hygge :). Wszystkie te książki naładowane są pozytywnymi emocjami i powalają wierzyć, że to od Ciebie tylko zależy czy będziesz szczęśliwy. Wiadomo, jest wiele czynników, które te szczęście mogą zaburzać czy utrudnić, ale twoje nastawnie i realizowanie swoich celów małymi krokami, nie zwiedzie cię zbyt daleko od raz już obranej drogi do szczęścia. Szczęście buduje się krok po kroku, z każdego małego puzzla układa się ostatecznie obraz, który daje nam satysfakcję i spełnienie. 

 

Aktywności dla dzieci w stylu skandynawskim

Czas wakacji, odpoczynku, dni długich i słonecznych, najwięcej czasu spędzamy wtedy na dworze, w ogrodzie, na tarasie. Nasze dzieci również dużą część dnia spędzają właśnie na dworze, więc podsyłam Wam kilka fajnych aktywności, dzięki którym wypijecie na spokojnie kawę, czy zimną lemoniadę i z uśmiechem popatrzycie na Wasze pociechy zaaferowane swoją zabawą.

Oczywiście nie bałabym sobą, gdyby inspiracje na zabawy nie wiązałby się ze Skandynawią, tym razem przyjrzymy się szwedzkim aktywnościom.

Skandynawom bardzo bliskie jest życie zorientowane na naturę, tym samym bardzo dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu. To z koli przekłada się na dbałość o swoje otoczenie i ekologię. Nikt nie chce spędzać czasu wśród śmieci lub zaniedbanych, zniszczonych terenów.  Skandynawowie doceniają dobroczynny wpływ przyrody na samopoczucie dzieci i dorosłych i normą jest spędzanie przerw w szkołach, przedszkolach na zewnątrz, na świeżym powietrzu. I pogoda nie gra tutaj roli, jak pisze Lindy Åkeson McGurk – nie ma złej pogody – wystarczy zorganizować odpowiednie ubranie! W okresie wakacji ten czas spędzany na dworze jeszcze znaczniej się wydłuża, więc podsyłam kilka pomysłów na dziecięce zabawy na świeżym powietrzu.

Błotna kuchnia

Numer jeden dla dzieci kilkuletnich, już 2 latki dzielnie w niej „gotują”. Można ją stworzyć z kliku desek, palet tak łatwo dostępnych. W Internecie znajdziecie bardzo dużo inspiracji na wykonanie błotnej kuchni, wystarczy trochę blatu na naczynia, garnki, miski, zapas piachu, ziemi oraz oczywiście wody, bo bez tego kuchnia błotna nie będzie pełnić swojej roli. Ale nie musicie konstruować niewidomo jakich przyłączy,  wystarczy pojemnik na wodę z kranikiem, który znajdzie też w naszym sklepie. Jak tworzyliśmy naszą błotną kuchnię pojemnik Ib Laursen nie był jeszcze dostępny, teraz już mamy go u nas w zapasie :). Z takimi akcesoriami, przelewaniem, robieniem babek, kawek i herbatek mamy zajęcie dla dzieci na długą chwilę 🙂 Sprawdzone przez naszą córkę. Taką zabawą uaktywniamy wszystkie zmysły pozwalając jednocześnie zachować równowagę wewnętrzną, takie wydarzenia najbardziej zapadają w naszą pamięć. Tworząc więc błotną kuchnię dla naszych dzieci podarowujemy im pięknie wspomnienia 🙂

Stworzenie mini kempingu w swoim ogrodzie, na balkonie czy tarasie

Dzieci uwielbiają tworzyć swoje „bazy”. Latem jest to ułatwione, słoneczna pogoda pozwala żeby takie konstrukcje powstawały na zewnątrz. Z kocyków, sznurków pomiędzy drzewami, można również wykorzystać popularne w wielu dziecięcych pokojach tipi. Wypełnione poduszkami i kocykami staną się miejscem gdzie można się schronić przed upalnym słońcem, napić się zimnej lemoniady i poprzeglądać dziecięce książeczki. Dzieci przy tworzeniu swojego miejsca, „bazy” są spontaniczne, nieskrępowane i często czerpią  inspirację z przyrody, z tego co ich otacza, tym samym uczą się jej, edukują.

Spacery oraz małe i duże wyprawy rowerowe

To nie muszą być dalekie wyprawy, wystarczy na pobliskie łąki, parki, skrawki zieleni, place zabaw, małe laski. Wystarczy się rozejrzeć, żeby zobaczyć wokół siebie wiele możliwości. A jak już dzieci zaczną się poruszać na rowerach wyprawy mogą stać się coraz dłuższe. Na początku możemy korzystać z przyczepek rowerowych, tak popularnych w Skandynawii, a które stają się coraz bardziej popularniejsze w Polsce. Potem przeskakujemy na rowerek biegowy, na którym dzieci również mogą z czasem pokonywać coraz dłuższe dystanse, by ostatecznie przysiąść się na rower z pedałami.

Piaskownica

Mała czy duża, z dostępem do wody jak w błotnej kuchni może stać się miejscem inicjacji wielu zabaw. I nie musi być to wyłuskana, wychuchana piaskownica jak z pirnteresta. U nas sprawdziła się mała wywrotka piasku dla której znaleźliśmy miejsce w naszym ogrodzie, na której dodatkowo można zrobić zjeżdżalnie, ścieżki dla spływającej wody, możliwości jest bardzo wiele. A jak nie mamy miejsca w naszym ogrodzie szukajmy placu zabaw, tylko zabierzmy do torby trochę akcesoriów, łopatki, grabki, foremki, wiaderka, dzięki którym potem mogą powstawać różne konstrukcje 🙂

Tor przeszkód 

Przyniesie frajdę małym i dużym. Zobaczcie co możecie wykorzystać w swoim ogrodzie, przydadzą się patyki, kartony, można wykorzystać ogrodowe zabawki, małe do omijania, duże do przeskakiwania i razem z dziećmi możemy zrobić rodzinne zawody. Podskoki, skoki na jednej nodze, przejścia pod i nad przeszkodami, możliwości jest wiele, ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia 🙂

Dzieci spędzając dużo czasu na dworze nie tylko obcują z naturą, uczą się ją szanować i dbać o nią, ale są jednocześnie zdrowsze niż ich rówieśnicy. Są bardziej aktywne fizycznie, a co za tym idzie mają lepsze samopoczucie i są również bardziej kreatywne.

 

 

Skandynawskie kino na Netflixie – 3 propozycje!

Netflix stał się bardzo popularny w ostatnim czasie i na szczęście również tam trafia bardzo dużo filmów i seriali skandynawskich. A kino skandynawskie to nie tylko kryminały! Kino skandynawskie, czyli kino szwedzkie, duńskie i norweskie, to kino które cechuje duża oryginalność i unikatowość…. i duże poczucie humoru 🙂

Będę co jakiś czas przesyłać Wam informację o „perełkach”, które znalazłam i które można obejrzeć w rodzinnym gronie 🙂

 

Pierwsza moja propozycja to duński serial „Rita”, który doczekał się 5 sezonów w latach 2012 – 2020.

Serial o niezależnej, inteligentnej nauczycielce o imieniu Rita, którą kochają dzieci, gorzej z koli radzi sobie w kontaktach z dorosłymi. W serialu możemy zobaczyć od środka jak wyglądają skandynawskie szkoły, jak swobodnie kreowane i rozwijane są talenty uczniów, szczególnie w prywatnej szkole, którą później zakłada Rita.

Wiele zabawnych dialogów, Rita jest charyzmatyczną, a przy tym bardzo pozytywną postacią. Popełnia błędy, wychodzi z nich, by wpaść w kolejne tarapaty, ale jej życiową dewizą jest, żeby… chronić dzieci przed dorosłymi. Kiedy w życiu jej uczniów pojawiają się problemy Rita zjawia się pierwsza, żeby im pomóc.

Kolejna propozycja do obejrzenia  to „Rodzina Plus”. Szwedzki serial dramatyczno-komediowy o nietypowej szwedzkiej rodzinie.

Serial doczekał się 3 sezonów i opowiada o skomplikowanych relacjach dwóch tak zwanych patchworkowych rodzin. Czyli pary, Lisy i Partika oraz ich byłych partnerów, z którymi mają wspólne dzieci. Dzieci tym samym mają bonusową mamę i bonusowego tatę i ich życie pełne jest wielu nieprzewidywalnych historii. Czasem trudnych, czasem pozytywnych. Serial wypełniony jest również spotkaniami bonusowych rodziców z parą psychologów, z którymi prowadzoną dialogi pełne szwedzkiego humoru i dramatyzmu jednocześnie.

Film „Wszystko płynie” o …. szwedzkiej, męskiej drużynie pływania synchronicznego, o odnajdywaniu sensu i swojej drogi w życiu.

Film produkcji szwedzkiej, który powstał w oparciu o szwedzki film dokumentalny z 2010 roku „Men Who Swim”. Humorystyczny i jednocześnie również wzruszający film o grupie mężczyzn w średnim wieku, którzy próbują odnieś sukces jako członkowie męskiej grupy pływania synchronicznego. Wiele godzin treningów, duża dawka humoru i przygotowania grupy do amatorskich Mistrzostw Świata w Mediolanie.

To pierwsza dawka moich skandynawskich propozycji na Netflix, już wkrótce pojawią się nowe tytuły, czekajcie niecierpliwienie 🙂

 

 

 

 

 

 

Sisu

Sisu! Stan, który pochodzi z naszego wnętrza!

Co kryje się za tym krótkim i łatwym do zapamiętania słowem? Ładnie brzmi, zapada w pamięć, skąd się wywodzi?

Sisu

Z czym kojarzą Wam się takie cechy jak odwaga, hart ducha, wytrzymałość i siła woli?

Czy miałaś w swoim życiu chwile gdy myślałaś, że gorzej być nie może? Gdy już nie masz siły i jesteś bliska poddania się? Gdy stanąłeś w sytuacji, w której rozwiązanie wybiegało daleko poza zasięg twojego wzroku? W takich chwilach pojawia się Sisu. Jest to stan, który pochodzi z naszego wnętrza, który można wzmacniać i rozwijać każdego dnia. Wtedy jak przyjdą te gorsze momenty, będziemy mogli sobie z nimi poradzić. To takie zapasowe źródełko, taki dodatkowy zbiornik na wodę które napędza nasze życie i z którego możemy skorzystać, jak zabraknie nam bieżącego źródła.

A jak można napełniać nasz zapasowy zbiornik?

Trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu, poszerzać horyzonty, szukać nowych wyzwań.

Pewnie nie słyszycie tego pierwszy raz, tomy mądrych książek, które leżą na moich półkach w domu nieraz o tym wspominają. Wiadomo przecież, że żeby się rozwijać i wzmacniać potrzebujemy wyzwań! Zarówno osobistych, jak również zawodowych i mogą one przyjmować różne kształty. Wszystko zależy od tego na jakim etapie swojego życia jesteśmy i jak bardzo musimy zapełnić nasz zapasowy zbiornik na wodę 🙂

Mobilizujesz siebie, swoje siły i sięgasz po Sisu. Pewnie nieraz udawało Ci się korzystać ze swojej wewnętrznej siły i odwagi, Finom udało się ją nazwać po swojemu, Ty możesz ją nazwać dowolnie, tak jak czujesz i jak jest Ci to bliskie 🙂

Ale pamiętaj, nigdy nie przekraczaj niedozwolonej granicy stresu, który przestaje mobilizować a prowadzi do trudności z koncentracją, powoduje zmęczenie i obojętność! Nie możemy przecież wykorzystać do dna naszego zapasowego zbiornika na wodę 🙂

Duńczycy mają swoje Hygge, która jest dla nich ostają spokoju, zgłębienia się w swój świat, odpoczynku, elementem rozpieszczania siebie i zatrzymania się na chwilę. Finowie z koli mają swoje Sisu!

Finlandia z roku na rok pnie się do góry w rankingach szczęścia i nie uwierzycie, ale w ubiegłym roku zgodnie z World Happiness Report wyprzedziła Danię 🙂 i znalazła się na 1 pozycji! Z ciekawości powiem, że Polska uplasowała się na 43 miejscu, a cały raport, który obejmuje lata 2017-2019 znajdziecie tutaj: worldhappiness.report

Życie blisko natury, cisza, porządek, niezależność, prostota i sprawiedliwość? Czy nie chcielibyście żyć w społeczeństwie o takich cechach? Czy nasze życie nie byłoby wtedy o wiele prostsze i spokojniejsze?

To jedne z cech, które pozwalały przetrwać w trudnych warunkach zimnej Finlandii, gdzie pogoda nie rozpieszcza. Sisiu to dla Finlandczyków po prostu element duchowości i wewnętrznej siły, który pozwala przetrwać najtrudniejsze momenty w życiu i pokonywać wszystkie przeciwności losu, których m.in ze względu na położenie geograficzne w Finlandii jest wiele.

Czy wicie, że aż 25% powierzchni Finlandii leży za kręgiem polarnym! Jest to kraj gdzie co roku mamy mroźne zimy i ciepłe lata. Zimą noce polarne, a latem tak zwane białe noce 🙂 Mroźne i śnieżne zimy z temperaturą -20 stopni nie są tutaj żadnym zaskoczeniem.

Finlandia to także kraj prawie 190 tys. jezior! A znajdują się one na terenie niewiele większym niż Polska. Dziką naturę można tutaj spotkać na każdym kroku, a ekologia dla Finów to stan umysłu.

Dla Finlandczyków Sisiu jest również synonimem wytrwałości, kończenia tego co się zaczęło, wytrwałości w działaniu. Jest to również synonimem odwagi i uporu, jeżeli wiemy i czujemy że to co robimy jest dla nas ważne.

Samo pojęcie Sisiu wywodzi się historycznie z oporu jaki Finowie musieli wielokrotnie stawiać Rosji, a także mieli często trudne i burzliwe karty historii ze Szwecją. Finlandia odzyskała niepodległość w 1917 roku i z tego okresu wywodzi się pojęcie Sisiu, z lat 20tych XX wieku, chociaż źródła tej filozofii sięgają już wcześniejszych lat.

A na koniec podrzucę ci coś ciekawego – 3 sposoby na znalezienie w sobie Sisu!

Przygotuj się.

Zgłąb temat z każdej strony, zdobądź jak najwięcej informacji, czytaj, pytaj, szukaj wiedzy, która w momencie jak emocje wezmą górę, będziesz pewny swojego merytorycznego przygotowania. Nikt nie będzie mógł ci zarzucić, że nie masz wiedzy i nie przygotowałaś się.

Zadbaj o siebie!

Wyśpij się, odpocznij, dbaj o swoją dietę i drobne przyjemności. Zapewniaj sobie spokój i pozytywną przestrzeń do działania. Pozwoli Ci to wszystko na bardziej skuteczne decyzje i przedsięwzięcia, w których będzie wspierał Cię organizm, o który dbasz i go szanujesz.

A na koniec – wycisz się.

Znajdź chwilę na to żeby w ciszy i spokoju wsłuchać się w siebie. Sprzymierzeńcem jest tutaj dla nas natura, spacer po lesie czasem potrafi zdziałać cuda. Z pomocą przychodzi tutaj slow life, zwolnij, znajdź równowagę i zadbaj o relacje z samym sobą i bliskimi. Wprowadź porządek w swoim otoczeniu i doceniaj chwilę obecną 🙂

 

Hyggelig od Hygge! Skandynawskie dodatki do domu!

Przytulny, ciepły, wygodny, lubicie te odczucia?

Duńskie hyggelig można przetłumaczyć właśnie w ten sposób.  Hygge to przyjemność, komfort i odpoczynek na co dzień. Składa się to na styl skandynawski, który jest mi bardzo bliski i mam dowody na to, że nie tylko mnie 🙂

Od paru dobrych lat wiadomo że Duńczycy to najszczęśliwszy naród w Europie! Jak oni to robią? W Danii Hygge jest wpisane w ich styl życia, mentalność Duńczyków. Oni lubią się dobrze czuć i otaczać się pozytywnymi wnętrzami i przyjaciółki, społecznością, która Hygge tworzy i daje komfort psychiczno-fizyczny. Wszystko to składa się na skandynawskie wnętrza, które łatwo można odróżnić od innych. Jest tam ciepło, przytulnie, a także wygodnie, jasno i naturalnie.

W trudnym czasie, który teraz dotknął pośrednio lub bezpośrednio każdego z nas dom staje się naszą enklawą, spokojem i bezpieczną przystanią w podwójnym wymiarze, a rodzina, jej zdrowie i bezpieczeństwo są w tej chwili najważniejsze.

Zaczynamy doceniać naszą przestrzeń i urządzamy, zmieniamy ją tak, żeby stała się właśnie komfortowa, wygodna, przyjemna dla oka, jak również wzbudzała same pozytywne emocje. Pewnego pochmurnego popołudnia, których w ostatnim czasie było więcej niż zakładałam, usiadłam w wygodnym fotelu w pokoju córki i spisałam

Kilka zasad, które może i Tobie pozwolą dodać Twojemu wnętrzu uczucia hyggelig:

  • Lubicie kwiaty? Ich zapach, kolor?

Ja uwielbiam zieleń roślin doniczkowych i cieszę się z każdego nowego kwiatka, który pojawia się na roślince. Takie małe radości, warto jest duplikować, więc w każdym pomieszczeniu mam przynajmniej jeden kwiatek, małą roślinkę, która zarówno wpłynie na nas pozytywnie pod względem wizualnym, ociepli wnętrze, jak również będzie małym symbolem Skogluft, czyli „leśnego powietrza” o którym już kiedyś pisałam. Taka mała roślinka potrafi również oczyścić powietrze 🙂

  • A świece i piękne podstawki pod świecie?

Co o nich myślicie. U nas królują w salonie, jadalni i kuchni – czyli w pomieszczeniach gdzie spędzamy najwięcej czasu. Już niezapalone świece w pięknych świecznikach zdobią wnętrze. Wieczorem zaś, po ich zapaleniu możemy wprowadzić przytulną, ciepłą i kojąca atmosferę.

  • Duńskie hyggelig to też pyszne jedzenie.

Muszę tutaj zrobić przerywnik na…  dobre jedzenie. Uwielbiam do kawy pachnące, cynamonowe bułeczki Kanelbulle, na obiad norweskiego Gravlaxa, pysznego marynowanego łososia, który trzeba robić minimum 3 dni, ale efekt jak dla mnie piorunujący, łosoś rozpływa się w ustach 🙂 Czy mięsne kotleciki köttbullar z żurawiną….. I tu Mistrzem Świata w tej kwestii jest mój mąż, który zafascynowany kuchnią nordycką, skandynawską, a także chorwacką i włoską wyczarowuje cuda w kuchni i urządza dla naszych przyjaciół i znajomych wieczorki tematyczne! A to wieczór z kuchnią szwedzką, a to duńską, czasem chorwacką, a na koniec serwuje włoską pizze… lepszej nie jadałam nawet we Włoszech!

  • Lubicie drewno? Jego zapach, teksturę, kolor?

Ja kocham drewniane dodatki do wnętrz, naturalne, przyjemne dla oka, naszych dłoni. Stąd u nas w kuchni np. drewniane deski, półeczka na drobne akcesoria, nóż do masła z drzewa oliwnego, czy bambusowa drabinka na ręczniki w łazience.

  • A świeżo zebrane kwiaty? A może kwitnącą gałąź w ładnie wyglądającym wazonie?

Najlepiej takie elementy wyglądają w szklanym wazonie, który można postawić na stole, parapecie czy komodzie i gdziekolwiek Ci się zamarzy 🙂 Szkło oprócz drewna to drugi materiał, który bardzo lubię, można z niego wyczarować cudowne rzeczy i kształty….

  • Jeszcze lampiony!

Lampiony, które można zobaczyć u nas w domu w wiatrołapie, salonie, na półpiętrze schodów i docelowo na naszym tarasie, który na razie jeszcze jest na papierze, ale mój ambitny mąż podjął się jego zrobienia. Jak myślcie z czego będzie zrobiony?… Oczywiście z drewna 🙂 Lampion można wypełnić w środku świecą, ale może udekorować go i zaaranżować zgodnie ze swoją fantazją. U nas króluję jeszcze szyszki, muszle i nietypowe kamienie.

lampiony

  • Oprócz szkła i drewna uwielbiam jeszcze dobrą porcelanę!

Czy kawa w ładnym kubku nie smakuje lepiej? A muffiniki robione z dziećmi nie wyglądają ładniej na ceramicznej paterze przykryte szklaną pokrywką? Ja uwielbiam takie detale, harmonizują i upiększają one wnętrze i wywołują uśmiech na mojej twarzy. Do tej pory pamiętam filiżanki mojej babci, która sama zbierała kwiaty na herbatę, suszyła je i sama tworzyła mieszanki. Jako mała blond dziewczynka siedziałam jej na kolanach, a ona w sowim kwiecistym fartuchu zaparzała mi takie cuda, których zapach i smak pozostał w mojej pamięci do tej pory.

Podsumowując trzymajcie się wszyscy zdrowo i ciepło i kolekcjonujcie tylko te najlepsze wspomnienia oraz otaczajcie się hyggelig wnętrzami, albo jak kto woli wnętrzami po skandynawsku 🙂

 

Slow Life

Slow Life i uważność. Czy to coś dla Ciebie?

Co byś powiedział na to jakbyś nagle zaczął dostrzegać więcej? Więcej z tego co się wokół Ciebie dzieje, w większej perspektywie i z większym zaangażowaniem. Nowe odczucia, kolory, wrażania, emocje? Brzmi interesująco prawda? Jakbyś zaczął też rozumieć więcej, a w Twojej głowie tworzyłyby się nowe historie, odczucia i doznania o których już dawno zapomniałeś…
Podpowiedzią będzie dla Ciebie uważność i tak zwany Slow Life, które postaram Ci się dzisiaj przybliżyć 🙂

Równo 20 lat temu, w roku 1999 roku Geir Berthelsen założył Światowy Instytut Powolności. Ma on swoją siedzibę w Kristinestad w Norwegii. Jego myślą przewodnią jest nowy sposób myślenia o czasie. Dzięki któremu ludzie będą zdrowsi, szczęśliwsi i bardziej produktywni.
Brzmi dobrze, prawda?
Poprzez stworzenie Instytutu Powolności Geir buntuje się przeciwko szybkiemu tempu życia, gdzie wiele rzeczy, emocji, spraw nam ucieka. Pojęcie Slow Living stało się z czasem bardzo popularne, podchwyciło je wiele grup społecznych i jest obecnie szeroko rozpoznawalne i stosowane 🙂

Każdy dzień ma tylko albo aż 24 godziny. Te 24 godziny mieliśmy jak byliśmy dziećmi i mamy teraz. Teraz jednak dzień zdecydowanie mija nam szybciej, praca, obowiązki, czas dla rodziny, dzieci, spotkania, wydarzenia – wpływają na to, że dzień jakby nam przyspiesza, mija szybciej. Co możemy zrobić żeby było inaczej?

Nie chodzi o to żeby robić wszystko wolniej, każdy ma swoje tempo życia w którym czuje się dobrze i komfortowo. Chodzi o to, żeby nie robić wielu spraw w pośpiechu, z pełną głową co jeszcze musisz zrobić danego dnia. Chodzi o to, żeby nie dopuszczać do sytuacji gdy danego dnia bierzemy już na swoje barki zad dużo, a za tym idzie stres i chaotyczność. Wszystko powinno być w takiej ilości i takim trybie, które jest dla nas najbardziej komfortowe. Należy skupić się na uważności, swoim samopoczuciu, równowadze każdego dnia.

Skoncentruj się na swoich celach i dochodź do nich w tempie, które Ci odpowiada. Nie daj się namówić na „wyciąg szczurów”, małymi, ale konsekwentnymi krokami dojdziesz do zamierzonego celu w takim tempie, jakie będzie dla ciebie odpowiednie. To Ty decydujesz o sowim czasie, nie daj decydować o nim innym.
Daj sobie wystarczająco dużo czasu na wykonanie każdego z zadań. Nie spiesz się przy każdym zadaniu i skoncentruj się w 100% na każdym z nich.

Slow Life polega na równowadze, na złapaniu właściwego balansu w życiu. Czy w dzisiejszym superszybkim świecie można żyć wolno? Czy można tak funkcjonować w pracy? Zapewnić sobie i swojej rodzinie odpowiedni poziom życia? Czy bycie „slow” oznacza niską wydajność? Nie! Slow life i życie w uważności NIE polega na byciu bezczynnym, nie polega również na odrzucaniu nowoczesności lub technologii. W Slow Living chodzi o równowagę. Jak określa to Geir Berthelsen, ważne żeby każdego dnia był czas na ciszę, czas na planowanie, czas na obserwację, czas na refleksję, czas na opiekę, czas na przyjaźń i czas na miłość 🙂

Slow Life sprawi, że będziesz jeszcze bardziej produktywny i pomoże Ci podejmować lepsze decyzje. Bardziej efektywnie wykorzystasz dany Ci czas, co pozytywnie odbije się na wszystkich obszarach Twojego życia.

Rób jedną rzecz na raz i rób ją dobrze, z pełnym zaangażowaniem. Bądź realistą co do czasu wykonywania zadań i daj sobie jego wystarczającą ilość, żeby dobrze wykonać każde zadanie. Zwolnij, nie spiesz się i skoncentruj się w 100% na jednym zadaniu na raz.

Znajdź w ciągu dnia czas na nic nie robienie, pozwól swojej głowie zwolnić, odpocząć.

Złap równowagę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Jak jesteś w pracy skoncentruj się maksymalnie na tym co robisz, co dla Ciebie jest ważne i co masz do osiągnięcia. Jak wracasz do domu bądź w domu całym sobą, wyznacz granice, nie pozwól żeby praca wchodziła z „buciorami” do Twojego domu i miała wpływ na Twoją rodzinę.

Bardzo ważny jest sen, pozwala nam się zresetować, poukładać wszystko w głowie, odpocząć. Dobrej jakości sen przez 7-8 godzin ma bardzo duże znaczenie dla naszego zdrowia i samopoczucia.

Nie wypełniaj swojego kalendarza/planera po brzegi. Pomyśl zawsze, że trzeba też zostawić czas na przygotowanie się do pewnych czynności, wydarzeń, spotkań. A po spotkaniach, wydarzeniach zostaw sobie czas na refleksję, przecież po to są one dla nas ważne, żeby wynieść z nich jak najwięcej, podsumowanie jest tu niezbędne.

Nie bądź niewolnikiem swojego telefonu. Odłóż go każdego dnia kiedy będziesz miał taką możliwość i odpocznij od wiecznych widmowości na wszelakiego rodzaju komunikatorach, od Facebooka, Instagrama i stosów maili.

– I najlepsze co możesz zrobić na koniec to podaruj swój czas Rodzinie i Przyjaciołom, spędzicie go razem, w spokoju i uważności, łapiąc każda wspólną chwilę, uśmiech, radość, spokój – a będzie to Twój najlepszy czas 🙂

Rowery! Chcesz żyć dłużej? Wskakuj na rower :)

Dotleniona skóra, lepsze jej ukrwienie, wzmocniony organizm, zdrowy młody wygląd, silne serce, świetna kondycja fizyczna… brzmi jak jakaś reklama specyfiku z tv, który czyni cuda … a to wszystko może mieć każdy w zasięgu ręki dzięki regularnej jeździe na rowerze 🙂

Poruszanie się na rowerze jest czymś tak naturalnym, że w nikim nie wywołuje zaskoczenia. Pedałują młodzi i starsi, z dziećmi i bez dzieci, niezależnie od pogody. Piękny obrazek prawda?

Tak sytuacja wygląda w Skandynawii, ale u nas też można spotkać się z coraz większą popularnością rowerów. Codziennie spotykam pędzące rowerami do szkoły dzieci w wieku szkolnym i coraz częściej rodziców, którzy zawożą i odbierają dzieci z przedszkola czy szkoły właśnie na rowerach. Teraz gdy mamy już koniec maja pogoda ewidentnie zachęca do odkurzenia i wyciągnica rowerów.
I nie ważne czy mamy pięknego, kolorowego holendra, czy już zniszczonego składaka, najważniejsze jest samo ruszanie się i jeżdżenie. I to nie chodzi tylko o przemieszczanie się z punktu A do punktu B, bo jest to efekt, który ostatecznie osiągamy ale ważne są dodatkowe zalety, który mamy dzięki rowerowi:

lepsza kondycja fizyczna, rower jest dobry w każdym wieku,
mniejsze ryzyko chorób układu krążenia, gdzie problemy związane z tym układem zaczynają się już u trzydziesto czy czterdziestolatków,
wzmacniamy mięśnie, dzięki czemu lepiej funkcjonujemy na co dzień, ponieważ ruch na rowerze nie obciąża układu szkieletowego jak niektóre ze sportów,
redukcja wagi, ale uzupełniona odpowiednia dietą – dzięki jeździe na rowerze poprawiamy nasz metabolizm oraz przy tym również wytrzymałość i wydolność naszego organizmu.

Dla tych co względy zdrowotne nie do końca przekonają mam też inne argumenty:

oszczędność pieniędzy 🙂 Przy samochodzie dochodzą pieniądze wydawane na paliwo, przeglądy serwisowe i koszty jego eksploatacji. Jeżeli pokochamy rower koszty możemy obniżyć, a jak bardzo – to zależy jak często będziemy zamiast do samochodu wskakiwać na rower.

Dochodzi jeszcze jedna oszczędność przy oszczędności pieniędzy – oszczędność czasu jeżeli mieszka się w zakorkowanych coraz bardziej miastach i przedmieściach. Nie ma nic przyjemnego w siedzeniu w upał w samochodzie, nawet z kilmatyzacją, jak za oknem cudowna pogoda i czas ten moglibyśmy zupełnie inaczej wykorzystać.
Po co samochodem potem pędzić na basen, fitness i spieszyć się że korki, tłoczno, jak można wsiąść na rower i wrócić do domu z uśmiechem i rozwianym włosem 🙂 Ty bardziej, że mamy wiosnę i już wkrótce lato, więc pogoda będzie do tego najlepsza 🙂

Wrzucam jeszcze kolejny argument, który sprzyja rowerom – EKOLOGIA.
Jeżeli chcemy dorzucić małą cegiełkę i chcemy lepszego świata dla Nas i naszych dzieci – dbajmy o nasze środowisko i bądźmy bliżej natury!

Ponadto udowodniono również, że zrelaksowany, odprężony i dotleniony pracownik to… brzmi idealnie? Taki jest własnie jest rowerzysta po przyjeździe do pracy 🙂

A dla tych co kochają być „na czasie” i chcą być trendy – rower jest teraz po prostu modny.

Rowerem może jeździć już kilkulatek do przedszkola, możemy jeździć całą rodzinką, dla najmniejszych dzieci są dodatkowe foteliki lub przyczepki. My właśnie rozglądamy się za czymś ciekawym dla naszej 10 miesięcznej Julianki, jak skończy rok będziemy planować wspólne wojaże 🙂
Kubuś jeździ na biegówce, zanim skończył 2 latka opanował sprawnie jazdę na niej. W tym roku będzie się przesiadał na klasyczny rower już z pedałami – pierwsze przymiarki już były, równowaga na biegówce wyrobiona, będzie chłopak śmigał niedługo.

A Wy lubicie jazdę na rowerze? Jak często na niego wsiadacie?