Macierzyństwo – wersja 1.0 vs wersja 2.0
Listopad 14, 2018 11:16 am






Budzisz się rano, zza szczebelków niemowlęcego łóżeczka spoglądają na Ciebie ciemnoniebieskie oczy i wpatrują się w Ciebie przenikliwie… ja już się obudziłam, a Ty mamo co tam robisz w tym wielkim łóżku. Masz małe deja vu, bo podobne oczęta budziły Cię 4 lata temu, ale Ty jesteś już zupełnie inna.

Macierzyństwo w wersji 2.0 to już zupełnie inna rzeczywistość. Masz w sobie spokój i cierpliwość, na tony, już nie żeglujesz go nieznanym oceanie, nie idziesz ze strachem w oczach i niewiedzą co czeka Cię za zakrętem.

Poród! To dopiero przeżycie, wszystko nowe, nieznajome, każdy etap, krok. Chodziłaś do szkoły rodzenia, ale jedziesz już na sygnale do porodu przy pierwszych regularnych skurczach. Przy drugiem dziecku relaksujesz się wygodnie w wannie pełnej ciepłej wody i czytasz książkę… przecież jest jeszcze czas… a o szkole rodzenia nawet nie pomyślałaś 🙂

Nosisz, tulisz, całujesz, jesteś zakochana do końca życia w tych małych rączkach, nóżkach, pochłaniasz całą sobą zapach niemowlaka… tak było przy każdym naszym dziecku 🙂

Zmora każdego rodzica, kolki, które nie dają w pełni cieszyć się macierzyństwem przez pierwsze miesiące. Przeszliśmy z naszym synem, czyli naszą wersją 1.0, a córka nigdy nie zaznała ani jednego dnia tej męczącej przypadłości niemowlaków.

Syn „smoczkowy”, zasypiał smacznie tylko ze smoczkiem, a córka smoka ostentacyjnie wypluła, obróciła głowę na boczek i smacznie zasnęła. Nie interesowało ją te gumowe dziwne coś, co nie pachniało w ogóle mamą.

Karmienie piersią. O tym to można dużo książek napisać… 🙂 Przy synu przez pierwsze 2 tygodnie była walka o każdy mililitr oraz noce i dnie z laktatorem… by później móc z sukcesem karmić piersią prawie do 10 miesiąca. Córkę przystawiłam do piersi od razu po porodzie, nie analizując, nie zastanawiając się i przede wszystkim wierząc w siebie i swoje możliwości… i karmimy się do dnia dzisiejszego bez żadnych problemów.

Oprócz tego, że uwielbiam nosić, tulić, śmiąc się z moimi dziećmi, to kocham spacerować z nimi. Wprawdzie zanim ogarnę jednocześnie ubranie siebie, 4 miesięcznej córki i nakłonienie 4 letniego syna żeby ubrał się w tym samym czasie nie odwlekając na długie minuty ubrania butów, robi mi się już gorąco… ale łapię trzy oddechy, wskakuję w wygodne buty i pędzimy całą naszą trójką 🙂 … tato tej wesołej dwójki dołącza do nas w weekendy 🙂

Co jeszcze uwielbiam robić, a co przychodzi mi o wiele częściej i łatwiej z dwójką dzieci… cieszyć się z małych codziennych rzeczy. Oboje nauczyły mnie na swój sposób uważności. Uważności chwili, życia, momentów, tego co dla nas dobre i żeby otaczać się dobrymi ludźmi i dobrymi rzeczami, na które spoglądasz z sentymentem, miłością i przyjemnością.

Dlatego tak bardzo cieszy mnie pachnąca książka, którą mogę przeczytać dzieciom i książka czytana wieczorem w wannie, może już nie godzinami, ale takie pół godzinki pozwala również naładować matczyne akumulatory. Cieszą mnie wschody i zachody słońca, „najedzony i chudy Księżyc” jak to mówi Kubuś, życzliwość i uśmiech spotkanego sąsiada czy gorąca, pachnąca kawa w ulubionym kubku…

Cenię sobie również rzeczy trwałe i dobrze wykonane, które będą z nami na lata, będą dla nas zarówno funkcjonalne, użyteczne… i piękne, na które będziemy spoglądać z uśmiechem i będą wywoływać dobre wspomnienia. Dlatego tak kocham styl skandynawski, który łącze wszystkie te cechy 🙂

I tak kok po korku urządzamy nasz dom, dom całej naszej wesołej czwórki… w którym w salonie pachnie i rozpieszcza dębowa deska na podłodze, można dotknąć ściany z XIX wiecznej cegły… czy brać kąpiele w dużej, wygodnej wannie, w której zmieści się także piątka rozbrykanych dzieci – Kubuś testował z kuzynami 🙂

Macierzyństwo zmienia nas, wiele nas uczy i pozwala cieszyć się z każdego dnia razem 🙂 Mnie przede wszystkim nauczyło uważności i pozytywnego podejścia do każdego dnia. A co u Ciebie zmieniło macierzyństwo?